• Zawody

    Pierwszy dogtrekking Zbója Szczyrka 02.06.18

    Pierwszy dogtrekking organizowany w Szczyrku, ale i też pierwszy mój taki długi i samotny : D Po pokonaniu pierwszego wzniesienia zaczęłam sobie uświadamiać, dlaczego zawsze wybieram 15 km a nie większe trasy : D

    Sam dogtrekking był pod znakiem zapytania ze względu na ilość zgłoszonych osób. Sama wahałam się do ostatniej chwili, chciałam znaleźć kogoś do zespołu ale jakoś nikt nie był chętny : D Tak więc ostatni dzień, ostatnie minuty wysłałam zgłoszenie swoje i piesków na 22 km : )

    Szczyrk kocham i ubóstwiam, szlaki są tam naprawdę fantastyczne : ) Organizatorzy poprowadzili trasę po szlakach, więc mogłam odetchnąć z ulgą : D Generalnie ja i mapa, mapa i ja to takie średnie połączenie, dlatego przeważnie koło siebie miałam ‘nawigatora’ : ) Chociaż przyznam, że organizatorzy na początku dali już dawkę adrenaliny, bo kiedy wzięłam ową mapkę do rąk to pomyślałam o bożee dajcie mi jeszcze gogle 3D : D Byliśmy 30 minut wcześniej, więc na spokoju można było wszystko przeczytać na spokoju, porównać z mapką Beskidów którą zabrałam i nerwy już uleciały : )

    Ruszyliśmy wcześniej bo o 9 (wielkie buziaki dla organizatorów, że udało im się przeorganizować godziny : *) spod amfiteatru w Szczyrku. Generalnie pędem : D I generalnie moja myśl “pozamiatane, ja i bieganie po górach : D”. Dobrze, że zostawiłam w samochodzie aparat i jedną butelkę 1,5 wody, bo bieganie z plecakiem turystycznym 3 litrami wody i resztą pakunków samo w sobie nie było przyjemne a co dopiero jeszcze z dodatkowymi kg. No i cóż pół grupy skręciło na pierwszym moście, a drugie pół na drugim w tym my. Chwilę potem przebiegł Pan i stwierdził, że źle skręciliśmy bo trzeba było na 1 moście no ale nie wiem, też w końcu szliśmy zielonym szlakiem i na Skrzyczne doszliśmy : D ( może stąd ta różnica prawie 5km ? : P )

    Najgorsza była pierwsza część pod względem wysokościowym, usapaliśmy się jak dziki ale na Skrzyczne dotarliśmy : ) Tam pieski łyknęły wodę, ja rozwiązałam rebus i pognaliśmy dalej. Moje plany robienia zdjęć jakoś zeszły na dalszy tor jak zobaczyłam oddalających się uczestników : D Później trasa miała jeszcze kilka wzniesień, ale były już one przyjemniejsze w zdobywaniu : ) Jedną z nowości gdzie nie byłam okazała się Malinowa Skała, piękne miejsce : ) Generalnie zaliczyliśmy min. Becyrek, Skrzyczne, Kotarz, Malinową Skałę, Przełęcz Salmopolską, Grabową, Przełęcz Karkoszczonka, Chatę Wuja Toma  (nie w takiej kolejności i to nie wszystkie pkt., więcej nie pamiętam : D )

    Turyści na szlakach przyjaźnie na nas reagowali, ustępowali miejsca i uśmiechali się : ) Na naszej trasie krzyżowały się też inne zawody i o ile z biegaczami można rzecz współpracowaliśmy, to rowerzyści już średnio i trzeba było uciekać do krzaków przed nimi. Nie pozdrawiam też jednej Pani rowerzystki przez którą zaliczyłam glębe poświadczoną siniakami i zdartą nogą : D Po czym kiedy oglądałam szkody które mogły zostać ewentualnie spowodowane (wtedy na trasie jakoś najbardziej było mi szkoda moich ulubionych spodni) wylądowałam jeszcze raz na pośladach, taki ciąg przyczynowo skutkowy : D Spodnie są w całości!

    Pieseczki na trasie były bardzo grzeczne <3 Acco nie spodobał się tylko jeden buldożek francuski turystów, ale wybaczam, niektóre mają cały czas mimikę wkurzonych piesków : D Spory czas szliśmy za Panem z suczką owczarka niemieckiego oraz kolejnym uczestnikiem z którym potem wymieniliśmy się łapką i biegliśmy razem do mety, który również miał suczkę ale labradorkę. Czujecie miętę w powietrzu? : D Moi chłopcy ewidentnie lubują takie czworonożne uczestniczki, więc każde ewent. wyminięcie/spotkanie było dla nich frajdą : )

    Acco na trasie dał radę, chociaż myślę że takie 15 km są dla niego wystarczające, a wyższe trasy w wolniejszym tempie. Navi dał czadu, ciągnął jak konik pociągowy : ) Czasem aż za nadto kiedy schodziliśmy z góry, a on już chciał pędzić dalej : D Pogoda można powiedzieć że nam dopisała : ) Jadąc jeszcze autem widziałam nadchodzące chmury, i w myślach miałam wizję ogromnej burzy i ulewy. W rezultacie było słońce/chmury, na zmianę, lekki wietrzyk, czasem pokropiło, usłyszeć można było huczenie, było również czuć w niektórych momentach taką atmosferę dżungli gdzie było wilgotno, duszno i wszystko parowało : D To jednak naprawdę sprzyjało, bo gdybyśmy mieli 27km iść przez słońce, to wrócilibyśmy chyba jak kurczaki z rożna : D A tak wróciliśmy jak zmokłe kury : P Koło zajezdni autobusów Jagodowa/Górska bodajże dorwała nas ściana deszczu : D Szliśmy, ale dogonił nas chłopak z wcześniej wspomnianą labradorką Bonią, i popędziliśmy nieśmiało za nimi chociaż moje kolana wołały o pomstę do nieba : D W między czasie droga się jakoś zrównała i ostatnie km biegliśmy razem na metę, którą przekroczyliśmy od dupy strony trochę : D Końcówka była śmiechowa i do zapamiętania : )

    Pieski chwilę osuszły się w samochodzie, ja szybko przebrałam w suche rzeczy i udaliśmy się na oczekiwanie wyników na scenie : ) Nic nie padało na głowę, tylko po bokach przytulały się jeszcze mokre futerka : ) Navi kochał wszystkich ludzi, przewinęło się koło nas dwóch chłopaków on od razu kiziu miziu za nimi : D Acco tylko nieśmiało podał łapkę : D A najukochańszą ciocią została ciocia z oscypkami w białej sukience (toż to chyba anioł? : D ). Zabrałam dla siebie jednego oscypka, pieski dostały po połówce każdy dla siebie, ale wsunęły to tak szybko że chyba nie poczuły : D Potem Pani Ciocia Anioł wracała z powrotem, oczywiście pączuszki zrobiły maślane oczka i dostały jeszcze po kawałku tego górskiego rarytasu : ) Ale na tym się nie skończyło, bo ostatki ostatków jeszcze wylądowały w brązowych brzuszkach : D Takie zwieńczenie całego dnia to one mogłyby mieć zawsze : )

     

    Ze względu, że było bardzo mało uczestników – nagrody dostał każdy : ) Było rozpoznanie na pierwsze miejsca w każdych kategoriach czyli 22km, 5km, 2km , ale nie było już podziału na team-kobiety-mężczyźni. I nasza trasa pokonana została w najlepszym czasie 3:18 (mężczyzna), z kobiet najlepszy czas 4:23 , my 4:59, najgorszy kobieta 5:16, najgorszy ze wszystkich czas 7:00. Czyli w klasyfikacji kobiet 4/5 : D Czasy kobiet z dwóch pierwszych miejsc to ułamki sekund, między nami a trzecim miejscem pięć minut : D

    Jestem tylko ciekawa czy zrobiły 22 km, czy 27 km jak my : D Czekamy na Szczyrk za rok <3