• Zawody

    I Mysłowicki Dogtrekking – 11.08.2019

    Miniony weekend spędziliśmy na zawodach w Mysłowicach : ) Mogliśmy znów trochę zmienić tryb naszych spacerów, bo tydzień wcześniej tylko chodziliśmy, ale znowuż podwójne trasy i w innych warunkach bo niskogórskich : ) Teraz wycieczkę miały troszkę szybszą : D

    Google mapka, dzień wcześniej pokazał mi trasę do Mysłowic 1h10min, tak więc odpowiednio wcześniej nastawiłam budzik, żebyśmy zdążyli coś jeszcze zjeść, spakować się wyjechać, dojechać, odmeldować przy zapisach i mieć czystą głowę ; ) Wsiadając do samochodu nawigacja o tej godzinie pokazała mi 30 minut : D Tak więc zapasu mieliśmy baaardzo dużo : ) O 8;10 byliśmy już po odbiorze pakietu, także zanieśliśmy wszystko do auta, czip przymocowałam zawczasu do sznurówki, i poszliśmy zrobić spacer rozgrzewkowy, a przy okazji spacer na załatwienie psiej fizjologii ; ) Pospacerowaliśmy po lesie jakieś 3km, po czym wróciliśmy do samochodu trochę się nawodnić, chwilę też poczekaliśmy na ławeczkach i w końcu wybiła godzina 10, gdzie nasza kategoria startowała.

    Tym razem byliśmy w zespole : ) Mój chłopak zdecydował się biec razem z nami, więc przynajmniej miało się do kogo otworzyć buzie : ) Trasa 6 km., więc bardzo optymalna, dająca możliwość na wyciągnięcie jeszcze jakiegoś czasu  : ) Do całego naszego szczęścia mapka była megastyczna! Pierwsza mapka z której cokolwiek wiedziałam, i gdzie gdybym biegła sama to nie zgubiłabym się : D W każdym razie ruszyliśmy o dziesiątej, i większość trasy bo jakieś hhmmh 95% biegliśmy w lesie, więc powiedzmy, że było trochę wytchnienia przed słońcem.  Powietrze którym oddychaliśmy zostało bardzo „ciężkie”, była duża wilgoć i zaduch.  Trasa biegła po prostokącie ze sznurówką ; ) I tak pierwsze hasło zapisaliśmy od razu, lecimy dalej, skręcamy w prawo, i lecimy dalej i za chwilę szukamy budynek dla ptaków. Były dwie : D Trochę tutaj zawaliliśmy bo zleciał nam czas na pierwszej budce i przeczesywaniu jej okolic, gdzie okazało się, że kawałek dalej była druga budka i niedaleko niej wisiało hasło : D Zapisaliśmy i lecimy dalej. Dobiegliśmy do kłody, gdzie było trochę piciu dla psów i jakieś rzeczy do jedzenia i picia dla ludzi, jednakże nawet na to nie patrzyłam, rozwiałam tylko wątpliwości co należy wpisać na kartkę i pobiegliśmy dalej : ) Przed nami jakiś mini zbiornik, a przy nim drabinka i hasło Snoopy, zapisujemy, wracamy i lecimy dalej. I tutaj kolejne hasło uwieszone gdzieś na „ściętych konarach”. Też trochę niepotrzebnego czasu zużyliśmy na poszukiwania, za wczas zachciało nam się szukać kartki, dodatkowo przegięliśmy z wchodzeniem do lasu, bo wszystkie hasła były raczej zaraz przy ścieżkach ; ) Suma summarum punkt znaleźliśmy, zapisaliśmy w biegu i daliśmy nura do przodu, następnie czekał nas skręt w prawo i już prawie za niedługo kolejne hasło na drzewach : ) Ostatnie! Wszystko zapisane więc suniemy przed siebie, skręcamy w jeszcze jedno lewo, a potem tylko prosta do mety : ) Dyszymy jak stare parowozy, ale na koniec zbieramy się jeszcze w kupie, żeby dodać małego sprintka do mety!

    I ciach przebiegliśmy : ) Mój pomiar wyniósł 41 minut, ale mieliśmy czipa, więc fajnie policzył na strikte od przejścia przez start/metę, i wyszło 40 minut : ) Jak nic 5 mogliśmy zaoszczędzić gdybyśmy nie zaczynali szukać wcześniej punktów : D Mijało nas kilka jeszcze osób, kilka wiedzieliśmy jak spacerowali koło miejsca imprezy, więc zdyszani stwierdziliśmy, że raczej nic z tego nie będzie : D Chwilę ochłonęliśmy, poszliśmy przejść się jeszcze nad wodę, żeby pieski popływały, a potem chcieliśmy jeszcze zanieść szelki do auta i tutaj zaczęło się podniesienie adrenalinki : D Pilot przestał działać : D Auto otworzyłam ręcznie kluczykiem, gdzie zaczął wyć alarm i wyje i wyje .. otwieram i zamykam drugą połową kluczyka, dalej wyje …. Wchodzę do auta próbuje przekręcić stacyjke, dalej wyje. Można ogłuchnąć, wszyscy patrzyli się jakbyśmy się wkradali do samochodu : D w końcu zamknęliśmy go druga połówką kluczyka, a ten właściwy (dzięki nożyczkom organizatorów : D ) otworzyliśmy, wyciągnęłam środek mechanizmu, przetarłam baterie, przytrzymałam to wszystko palcem i otworzyłam autoo. Eureka! Chłopak przynosząc nożyczki przyniósł też chociaż w tych nerwach dobrą wiadomość, że podobno zajęliśmy 1 miejsce : D Jako, że mieliśmy dość wycia w niebogłosy, auta już nawet nie zamykaliśmy i po prostu w okolicy czekaliśmy na rozdanie nagród : ) Mega ze strony organizatorów, że nie czekali do 13;40 z planowanym rozdaniem, tylko zrobili to bardzo sprawnie wcześniej, widząc że wszyscy wrócili. I tak w zespołach zajęliśmy 1 miejsce : ) Druga para, której gratulowaliśmy na podium  okazało się, że też była zaskoczona i też chcieli jechać do domu wcześniej jak my : D Trzeci zespół musiał też być zaskoczony, bo niestety już naprawdę pojechał do domu więc nikt nie odebrał nagrody .

    Super impreza : ) Bardzo lubię kiedy mapki są tak proste, czytelne i punkty są ukryte, ale też nie wiadomo w jakich gąszczach : D Dodatkowo teren był prosty, nie było żadnych wykańczających górek : ) Zapisujemy miejsce, miejmy nadzieję, że za rok w tym samym miejscu zostanie zorganizowana II edycja : )