• Zawody

    16.06.2019 – IV DOGtrekking KDP Katowice

    Dogtrekking na który z wielką niecierpliwością czekaliśmy – IV DOGtrekking KDP2019 , odbył się podczas Dnia Psiaka w Katowicach. W zeszłym roku byliśmy tam pierwszy raz, było wybitnie, i tym razem nie mogło być inaczej bo organizację zawodów przejęła grupa Dogtrekking Katowice : )

    Przygotowania do biegu miały iść pełną parą. W tym roku organizatorzy postanowili, że osoby które będą uczestniczyć w ich 3 imprezach będą później klasyfikowane jeszcze jako do pucharu ogólnego. Tak więc starać się naprawdę opłacało : ) Jednakże czerwiec nie ukrywam daje nam w kość, upały sprawiają, że pół dnia spędzamy leżąc na podłodze : D Szanse jakiekolwiek więc malały, termin się zbliżał, a temperatura rosła ; D

    Zapis poszedł już na początku ogłoszenia wydarzenia, więc nie było się co zastanawiać, w niedzielę rano odpaliliśmy samochód w kierunku śląska : ) Na miejscu spotkaliśmy kilka znajomych twarzy, z którymi znów mogliśmy porozmawiać, a tak się zdarzyło, że znajomi mieli suczki, więc moi chłopcy przy okazji mogli trochę się poradowć : D Porozmawialiśmy też z nowymi osobami, których osobiście nie znałam, ale gdzieś kiedyś kojarzyli nas z dogtrekkingu i tak od słowa do słowa porozmawialiśmy również więcej : )

    Jak przystało na zawody w Katowicach, obsuwy nie ma nigdy, lub są jakieś drobne 5-10 minut jak teraz. Grupa midi (7 km my) i long (15 km) ruszały razem w tym samym czasie. Nie udało nam się wcisnąć na sam początek, aczkolwiek byliśmy w miarę początkowych rzędach i dobrze, że z boku, bo przy starcie, pies koło nas, mix boksera, rzucił się na Akusia : / Dobrze, że byłam właśnie z boku, bo udało mi się go wyciągnąć z tej jadki. Emocje w nim jednak zostały, i dobrą minutę przy biegu musiałam go opieprzać bo gryzł Naviego .. Eh no tyle razy można trąbić, że jak pies nie radzi sobie z emocjami przy starcie (bo to zrozumiałe i nie każdy potrafi w miarę spokojnie przeżyć ten moment) to idzie się na koniec, na miejsce gdzie jest luźniej i spokojniej. Wszyscy ruszają i wtedy sytuacja się klaruje, można na spokoju wyprzedzać inne psy, no ale nie wszyscy chyba to podzielają. Po kilkukrotnym opieprzeniu Acco w końcu się uspokoił i mogliśmy zacząć w spokoju truchtać do przodu. Dostaliśmy karteczkę na pieczątki, i zadanie, że przy dwóch punktach trzeba strzelić fotę. Mapki nie było, gdzie znając nas możecie wiedzieć, że byliśmy ucieszeni : D Biegło się po rozwieszonych strzałkach, a jeśli strzałki nie było biegło się do przodu – no chyba, że potem wypluwało się płuca i flaki tak jak my na ten gorąc : D Na metę dobiegliśmy w resztkami siły marząc o wodzie, cieniu i końcu biegania : D Osób było już całkiem sporawo, więc tak naprawdę spodziewaliśmy się raczej niczego. Navi po dobiegnięciu wparował od razu cały do wanienki, która raczej była przeznaczona tylko do psiego picia, a nie psiego kąpania, ale co tam : D Napoiliśmy się i poszliśmy się przejść po cieniu, żeby unormować wszystkie funkcje życiowe : D

    Upał coraz bardziej doskwierał, więc nie było co, nasz zamiar – zostajemy do rozdania nagród o 11 i zbieramy się do domu z tej patelni.  Pierwsze miejsce ( 00:44:44 czas) zajęła nasza koleżanka, którą poznaliśmy na dogtrekkingu decafto w Katowicach na jesień zeszłego roku i z którą zawsze przybijamy sobie piąteczki na zawodach : ) Drugie miejsce .. no i wyszło, że jakimś cudem świata nasz zespół : D Nasz czas 00:50:37 na 7 km, gdzie jeszcze w kilku miejscach szliśmy z braku mocy : D I trzecie miejsce czas 00:50:45. Także dzieliły nas setne sekundy! Nie nastawialiśmy się na nic, a wyszło całkiem ładnie : ) Radość była tym samym jeszcze większa, bo zawsze z zaskoczenia potęguje jeszcze bardziej. Do domu przywieźliśmy kolejny puchar, a pieski dostały suchą karmę : ) Moja radość była również spotęgowana faktem wliczania się na pewno w łączną klasyfikację! Ostatnio 3 miejsce, teraz 2, trzeba się będzie spiąć w miarę na jesień i może wyjdzie coś ładnego z tych punktów na koniec : )