• Zawody

    I Jaworznicki Dogtrekking 27.04.2019 Jaworzno

    Weekend, który był pod znakiem zapytania u nas, bo a) mieliśmy jechać już na wakacje b) miały być egzaminy pasterskie w Chilabo. Jednakże na wakacje jedziemy dopiero w maju, a egzaminy póki co data jeszcze nie jest znana, ale mam nadzieję, i trzymam kciuki żeby się odbyły : )

    Ruszyliśmy więc do Jaworzna, zapisując się na trasę 5 km. Pogoda od rana nie rozpieszczała, w nocy padał deszcz, rano też rosiło. Generalnie było brzydko i zimno : D Dobrze chociaż, że tym razem wybrał się z nami chłopak i mieliśmy towarzystwo przed i po starcie : )

    Na miejscu byliśmy o 9;40, gdzie spotkała nas nieskończona kolejka do rejestracji 😀 Ludzi było bardzooooo dużo, końca nie widać, rejestracja była od 9;30 teoretycznie do 10:10, bo już 10:20 miały zaczynać się starty na 10 km. Nie było w tym żadnych realnych szans, żeby obskoczyć tylu uczestników, także rejestracja skończyła się jakoś przed 10;30.

    Starty się zatem przesunęły, wszyscy dostaliśmy numerki i zaproszeni zostaliśmy na miejsce startu. Szkoda tylko, że numerki nie miały dwóch kolorów tak jak na trasie, aby przypadkiem żadna osoba nie poleciała wcześniej z 10 km. Dziesiątka poleciała, a my chwilę za nimi, udało nam się ustawić w drugiej linii osobowej startu, więc teoretycznie miejsce spoko. Wybrzmiał start, wszyscy ruszyli, przed nami mężczyzna z psiakiem pokroju jack russel terriera, który cały przytłoczony sytuacją, zamiast biec do przodu ciągnął przewodnika do tyłu, przewodnik biegł do przodu. I tak owy piesek znalazł się po chwili pod nogami moich psów, potem zdążyłam go jeszcze przeskoczyć żeby nie został zdeptany, po czym i tak jego smycz znalazła się pomiędzy moimi dwoma nogami, tak że przez chwilę go jeszcze za sobą pociągaliśmy … eh, zamieszanie, wyplątywanie psa, tracenie czasu, już na początku ma się też już nierówny oddech. Kurcze ja na początku z moimi psami ustawiałam się bardziej z tyłu, jeśli wiadomo, że starty nie są mocną stroną psa, że pies nie jest przygotowany do tego, albo po prostu jest to dla niego za duży chaos. No, ale dobra : ( Pobiegliśmy dalej, gdzie po drodze zdążył nam wyjść jeszcze jeden haszczak w drogę, a Pani rozmawiała w najlepsze przez telefon nawet nie próbując ich odplątać, brawa numer 2! Kolejne minuty … Potem było już w porządku z takimi przygodami. Jednakże na samej trasie było bardzo mało strzałek w którą stronę należy biec, a był to bieg bez mapki. Ostatnia strzałka, która wskazywała drogę (nasza niebieska) pokazywała na dróżki, które miały tak naprawdę trzy rozwidlenia .. Pobiegliśmy więc bardziej prosto pod górkę, gdzie spotkała nas nicość (łącznie błądziło tam jeszcze 2 panów, i koleżanka z którą się spotkałyśmy), nic nie było więc trzeba było znów zwrócić do ostatnich znaczków. I tak odbiłyśmy lekko w prawo, nie całkiem w prawo bo znowuż to była ścieżka czerwonych i okazało się to być dobrą drogą. Ostatni kilometr biegliśmy więc z koleżanką i jej suczką, i tak razem dotarłyśmy na metę : ) Dorobiłyśmy dodatkowy kilometr, także zrobiliśmy 6km, w czasie jaki zapisano na mecie 36:28, nasz czas na endomondo na 5 km 25:38, więc zmieściliśmy się ogólnie w naszej normie biegania nie wliczając już tych wpadek szukania na trasie. Dodatkowo były podobno małe nieścisłości na 10km, jedni zrobili tą trasę w 9,3 km, a jedni nawet w 8,5 km : D

    Klasyfikacja była tylko na 5 i 10km, nie było podziału na mężczyzn i kobiet. W miarę chcieliśmy poczekać na wyniki, tak więc przeszliśmy się jeszcze potem chwilę po parku, ale było tak pierońsko zimno i mżawił deszcz, że zebraliśmy się do domu. Jedyne co to w pierwszej 5 było chyba 4 facetów i jedna kobieta, bardzo możliwe, że zamknęliśmy się w pierwszej dziesiątce, ale tego też nie wiadomo, bo jak później organizatorzy napisali, nie mają wszystkich wyników … Samo zapisywanie czasów też wg mnie za mało osób, tylko dwie na stanowisku, jeśli zbiegło się więcej osób, to czekało się na zapis i czas leciał.

    Na domiar złego wróciliśmy do domu zmarznięci, a ja dodatkowo już z pierwszymi oznakami przeziębienia. Jedynym plusem była odległość, mieliśmy tylko pół godziny drogi, więc przynajmniej nie zmarnowało się całego dnia i benzyny. Niestety nam się nie podobało : ) Trochę już jeździmy po takich zawodach, i bardzo fajnie można połączyć organizację ze zbiórką na fundacje czy psiaki, i do tego dać możliwość wykazania się uczestnikom i rywalizowania : ) Powinien być podział na k/m, i nawet gdyby na podium te osoby dostały dyplomy z wpisanymi czasami i miejscem byłoby mega! Dokonałam opłaty startowej za dwa pieseczki, zrobiłam paczuchę jeszcze dla biednych psiaków, dodatkowo wrzuciło się jakiegoś pieniążka do puchy – ale jakoś cała atmosfera sprawiła, że po prostu lepiej było wpłacić pieniążki w darze i tyle, przejść się na spacer gdzieś po okolicy : ) To są wyłącznie moje odczucia, więc też nie każdy musi się zgodzić : ) Fajnym elementem było spotkanie kilku znajomych twarzy i ich psiaków, a tak się składało, że wszyscy mieli suczki, tak więc moi chłopcy byli wniebowzięci takim wydarzeniem : ) Zobaczyliśmy park gródek w troszkę innej odsłonie niż jesienią, bo teraz już wszystko ładnie się zazieleniło, i została wpuszczona woda do akwenów : ) Mimo wszystko będziemy obserwować co dalej będzie się działo w Jaworznie, i może kolejna edycja będzie już lepiej dopracowana : )

    Niestety na trasie znów spotkaliśmy osoby, które były wysportowane, a ich psy wcale nie : ( Sytuacje gdzie pies biegł mocno za właścicielem … Owszem taką trasę przejść by może i dał radę, tutaj nie dyskutuje w ogóle … Ale to tak samo przecież jak z ludźmi, nie zabierzecie do biegania przecież człowieka który siedzi, je, siedzi, je, przejdzie się np. do pracy i z powrotem. Właściciele są mocno nieodpowiedzialni