Zawody

I Zabrzański DogTrekking 01.09.2018

Wrzesień zafundował nam weekendy pełne atrakcji, aż na tyle, że kilka imprez niestety się pokrywa 🙁 W każdym razie, po Krakowie czas nadszedł na dogtrekking w Zabrzu, który odbył się 1 września 🙂

Tym razem na trasie stawiłam się z dwoma burkami, i w założeniu truchtania przez 8 km ponieważ nie dostawaliśmy mapek a na drzewach umieszczone były strzałeczki. Zaraz po zapisie na konkretną trasę teamy od razu biegły w las, nie było wspólnego startu J Według mnie bardzo fajny pomysł, bo tym samym unikamy emocji które kumulują się we wszystkich psach kiedy są w zbiorowisku przy wypuszczeniu. Oczywiście jeszcze lepiej byłoby jakby czas był mierzony już po np. przebiegnięciu bramy, bo my jeszcze jakieś 2 minuty gramomoliliśmy się z wepchaniem startówki do plecaka 😀

zdjęcia : OGPR 

Początek trasy był błotnisty i kałużowy, aczkolwiek jak się potem okazało był to pikuś to późniejszych odcinków 😀 W miarę równym truchtem biegliśmy przed siebie, aż do momentu kiedy wybiegliśmy na asfalt i bloki. Przed nami było dwóch Panów, za nami też podążyło kilka par (potem w rezultacie było kilkanaście :D), dobiegliśmy do skrzyżowania i nic, no to powrót do lasu, kawałek w lasku nic, no to dobra znów biegniemy na asfalt przecież musi coś być 😀 Ale nie było nic, a odbiegaliśmy coraz bardziej od miejsca startowego, a na endomondo wisiało już ponad 6 km. Więc znów w tył zwrot do lasu, i co okazało się że faktycznie strzałeczka na drzewie była 🙂 Tak więc dziękuje do widzenia,  już było wiadomo, że będziemy na szarym końcu 😀  Ale poddawać się nie można było, więc truchtaliśmy dalej z momentami szybkiego przejścia. Dotarliśmy do momentu kiedy znów zobaczyliśmy bloki, a przed nami stał zaparkowany samochód z trzema chłopakami którzy wskazywali drogę 😀 Wydało mi się to mocno podejrzane, ale jak się potem okazało niepotrzebnie bo droga doprowadziła nas do wspomnianego ronda, a potem już w las. I właśnie ten ostatni odcinek leśny był już nie do przebiegnięcia , błoto było wszechobecne, a nawet nie błoto tylko taka rozchodzona glinka. Nawet kiedy szliśmy do nogi rozjeżdżały się na wszystkie strony świata 😀 Na mecie wróciliśmy konkretnie w czasie endomondo 1:12:49 , i trasie 10,83 km  zamiast 8 km 🙂 Na ogłoszenie wyników poczekaliśmy do 13 i dostaliśmy pamiątkowy dyplom plus tajemniczą kopertę z voucherem do Grubego Benka 😀 Że godzina była młoda, a Gruby Benek w miarę po drodze razem z koleżanką jeszcze pojechaliśmy zobaczyć co to za voucher. Okazało się, że można było zamówić sobie dowolną dużą pizze i małą colę za darmo 🙂 W czasie oczekiwania przycupnęłyśmy na murku w mieście, gdzie nasze pieseczki wzbudziły jeszcze wszechobecny zachwyt i zostały wymiziane przez przechodników 🙂

zdjęcia : OGPR 

Błoto które pozbieraliśmy w czasie trasy wróciło z nami do Libiąża 😀 Tak więc wszystkie ręczniki i mata  z samochodu powędrowały do pralki, razem z szelkami i smyczami.  Na szczęście pieseczki w miarę wyschły, więc zczesałam je tylko szczotką 🙂 Migusiem zjadły swoją porcję karmy i po 8 godzinach pobytu poza domem padły słodko do spania 🙂 A ja o dziwo mimo, że tyle przebiegłam nie miałam żadnych zakwasów, ale to chyba przez to, że przeżywałam je tydzień wcześniej po Krakowie 😀

zdjęcie: Natalia Lecińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.