Zawody

Czwarty niebieski dogtrekking – Reczkowe 06.04.2019


Kolejny przystanek dogtrekkingowych zawodów to Czwarty Niebieski Dogtrekking – Agroturystyka Reczkowe w małopolsce : ) Impreza blizutko, już czwarta ale jakoś tak się okazywało, że jeszcze tam nie byliśmy : ) Trasy do wyboru były dwie 5 km i 17 km, miałam lekki dylemat którą wybrać : D Suma sumarum zapisaliśmy się na 17km w samotności, bo nikt na taką trasę z naszych znajomych nie miał ochotę : D
Byliśmy tam pierwszy raz, dojechaliśmy na spokojnie – do startu mieliśmy jeszcze ponad godzinę, więc po odebraniu pakietu startowego mieliśmy jeszcze czas na rozgrzanie się : ) Wracając z rozgrzewki spotkaliśmy naszą znajomą, którą poznaliśmy na zawodach w Kato : ) Tym razem była z psiakiem do adopcji, gdzie już miałam obawy, że Acco z Navim nie polubią go zbytnio (ze względu na męską płeć), ale bardzo ładnie się zachowali, przywitali i obwąchali dupki : D

fot. Rober Polański

Start mieliśmy masowy wszystkich z 17 km o godzinie 10, a chwilę po nas ruszała dopiero grupa z 5km. Niestety na trasie byliśmy w samotności, więc średnio było się do kogo odezwać : D A jak już chciało się do kogoś odezwać, to jakoś większość była na to niezbyt przychylnie nastawiona : P

fot. Marcin Mucha
fot. Marcin Mucha
fot. Marcin Mucha
fot. Marcin Mucha
fot. Robert Polański

W każdym razie mieliśmy iść bez większej spiny, bo trasa dosyć długa i z opowiadań słyszałam, też że miejscami ciężka ze względu na piaszczyste podłoże. Start jednak dużo weryfikuje : D Wszyscy ruszyli biegiem, więc my również, trzymaliśmy stałe tempo podążając za małą grupką uczestników przed nami. Na punkcie pierwszym mieliśmy spisać z tablicy informacyjnej ptaszki jakie występują, i tak zobaczyłam pierwszą tablice przed nami i spisałam bodajże 6 ptaszków – przy tym punkcie przestał pisać długopis który dostaliśmy, miło nie ? : D Dobrze, że w plecaku miałam drugi : D Więc biegniemy dalej, zdążyłam wyciągnąć długopis, patrzę następna tablica z ptakami : D więc szybki look na mapkę i okazało się, że z pierwszej tablicy nie trzeba było spisywać, bo dopiero teraz był punkt : D więc od razu kreślu kreślu, spisujemy tym razem dwa ptaszki i biegniemy dalej. Za tą grupką uczestników biegliśmy do 6 punktu, gdzie należało znaleźć “wiatę z napisami czarną farbą”, przebiegliśmy koło całych rozlewisk i nic : ( Zaczął się lekki zamęt, jedni polecieli w jedną stronę, drudzy w drugą, my z jedną z tych grupek, błądziliśmy ale i tak nic nie znaleźliśmy, pobiegliśmy na pkt. 7 i 8, i przy 8 jedna para stwierdziła, że idą poszukać jeszcze 6. Zawróciliśmy razem z nimi bo jakoś średnio chcieliśmy wrócić bez hasła. Dobiegliśmy znów do mokradeł, znowu nic : ( Znowu zamęt, para znikła, pojawili się ludzie którzy od początku trasy sobie szli : D (aaa to najgorsze kiedy ty biegasz w kółko rozlewiska trzy razy umęczony, a tu widzisz innych idących : D) I to był już kulminacyjny moment kiedy wszyscy którzy ogarniają mapę przede mną się skończyli, trzeba było jakoś poradzić sobie samemu, choć nie powiem już trochę byłam poddenerwowana czy się sama nie zgubie : D I tak z pkt. 6 wróciliśmy znów na 7 i 8, i pobiegliśmy już wolniejszym tempem w dalsze poszukiwania : ) Chyba koło 10 pkt. spotkaliśmy koleżankę o której wspominałam na początku, więc w końcu była jakaś pozytywna osoba na trasie <3 Chwilę wymieniłyśmy się spostrzeżeniami i pobiegliśmy dalej : ) Ostatnie hhmhmh 3 km praktycznie przeszliśmy, dopiero przy mecie włączyliśmy speeda żeby przebiec przez tunel : D

fot. Stelmach
fot. Stelmach
fot. Stelmach
fot. Stelmach
fot. Stelmach

Co się potem okazało, punkt nr 6 ktoś zajumał : D Perfidnie rozebrał ktoś wiatę, tym samym punktu nie było : ( Szkoda tylko, że faktycznie przy znów się wróciłam go szukać, bo mogliśmy pobiec za grupką za którą się wtedy trzymaliśmy i bylibyśmy jakieś 5 oczek wyżej, ale trudno się mówi : D Najbardziej w domu dobił mnie post organizatora na fb, że jak ktoś widzi post i biegnie, to niech punktu 6 nie szuka bo go nie ma : D Ciekawe czy ktoś to odczytał : D Bo ja internet odzyskałam dopiero jakieś 2 km wyjeżdżając z lasu do domu : D Nawet nie wiedziałam gdzie mam jechać, bo nawigacja nie miała z czego wczytywać i dopiero kombinowałam na poboczu żeby w końcu złapał zasięg : D Także post odczytałam dopiero w domu : D Miejsce całego dogtrekkingu to faktycznie miejsce bez zgiełku miasta : D Jest tam agroturystyka, gdzie można wynająć pokój, z tym, że nie wiem czy bez takiego całkiego odcięcia zasięgu długo bym wytrzymała : D

fot. Robert Polański
fot. Robert Polański
fot Robert Polański

Trasa była bardzo fajna : ) Myślałam, że będzie gorzej po dogtrekkingach Wild Dogs Team w Będkowicach : D Na niektórych odcinkach było faktycznie sporo piachu, ale gdzieś po bokach dało się go ominąć. Był też moment stricte biegnięcia po piaskownicy pustyni Błędowoskiej, ale to był tylko kawałek : ) Oprócz tego kilkadziesiąt wystających korzeni czyhających na moje życie : D I kilka drzew do przeskakiwania, na którym jednym dopierdzieliłam kolanem auć : ( Ale tak to luz, żadnych większych górek i wzniesień : ) Także chyba dlatego tak w miarę mi się biegło przez większość czasu : ) Fajnym pomysłem było też wykorzystywanie infrastruktury do spisywania haseł, byłam zawsze przyzwyczajona do naklejonych kartek na drzewie, a tym razem trzeba było się trochę przestawić. Na pierwszy rzut oka mało co widziałam z tych punktów, potem faktycznie wpadały one w oczy i człowiek dziwił się że od razu szybko tego nie dostrzegł ; )

fot. Marcin Mucha
fot. Marcin Mucha
fot. Marcin Mucha
fot. Marcin Mucha

W rezultacie zamiast 17km, zrobiliśmy 21 km i zajęliśmy 11 miejsce na 51 kobiet : ) W sumie ładny wynik, bo jadąc tam nie myślałam o żadnym większym walczeniu, chciałam po prostu się nie zgubić i być mniej więcej w środku : )

Przebiegliśmy metę, chwilę pochodziliśmy i w końcu wyłożyliśmy się na trawce aby się napoić i coś przekąsić : D Biegłam tym razem z większym plecakiem z myślą, że przecież “nie ma spiny, nie będę biec, wszystko będzie na luzie” i przecież zjem sobie jedzonko na trasie : D Nic z tego, wszystko dopiero konsumowaliśmy i piliśmy po : D

Po momencie odsapnięcia udaliśmy się na stoisko sali, aby zobaczyć jakie pasy do biegania mają i żeby przymierzyć je na żywo. I tak w sumie hmhm chyba 4 modele przymierzyliśmy, z różnymi szerokościami, kieszonkami i bez, z paskami i bez. W końcu wzięłam pas standardowy z paskami pod dupką, więc zobaczymy jak będzie sprawdzał się na dłuższych dystansach. Bo tutaj przy próbie to można było ocenić tak odczucia na chłodno i coś wybrać pod siebie, ale wiadomo że najwięcej okaże się po 5-10 km już w biegu : )

Przy dobieraniu pasa dorwała nas też znajoma z agilitków z propozycją przebiegnięcia torku na pokazie : ) W sumie na początku byliśmy na nie, ale torek był prosty, więc nie przeszło na tak z Akusiem ; ) Naviego w tym czasie odprowadziłam do samochodu, a z Acco zrobiliśmy dwa przebiegi na torku : )

fot. Marcin Mucha
fot. Marcin Mucha
fot. Marcin Mucha
fot. Marcin Mucha
fot. Marcin Mucha
fot. Marcin Mucha
fot. Marcin Mucha

Po przebiegach wróciłam po Naviego i razem poszliśmy po posiłek regeneracyjny, zjadłam pod wiatą krem pomidorowy z chlebkiem, potem kupiłam ciasta na stoisku Pań, które zbierały pieniążki na dzieci z autyzmem, zobaczyliśmy nieoficjalne wyniki i zbieraliśmy się do domu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.