• Fotorelacja,  Podróże z psem

    Leskowiec z psem 12.11.2018

    Bardzo przyjemna wyprawa na jeden dzień, nawet na taki krótszy jesienny jak teraz w listopadzie : )

    Dla nas wycieczka odbyła się 12 listopada : ) Chcieliśmy wykorzystać ten dzień na wyjazd rodzinny w góry, ale też ważna była też dla nas odległość czasowa do celu. Padło na niewysoki szczyt Leskowiec (922 m n.p.m) w Beskidach Małych.

    Samochód zostawiliśmy na poboczu w miejscowości Rzyki, na Osiedlu Mydlarze, gdzie tak naprawdę kawałeczek dalej można też podjechać pod sam czarny szlak który zaczyna całą wyprawę i zaparkować na terenie prywatnym z pobieraną opłatą 5 zł za cały dzień. My na miejscu pojawiliśmy się o godzinie 10 i względnie było jeszcze mało osób, wracając znowuż po 14 było ich bardzo dużo 🙂 

     Skręcamy w lewo w las, gdzie czeka nas stosunkowo wyczerpujące wejścia dla osób, które w ogóle nie chodzą w góry i wybierają się na weekendową wycieczkę. Reszta osób spokojnie bez problemów pokona trasę 🙂 Już na wstępie w lesie, po lewej stronie znajduje się druga kapliczka z wyrzeźbionym w drewnie św. Franciszkiem z Asyżu,  którą spotkaliśmy po drodze. Kolejna kilka metrów wyżej, a przy niej ławeczka na której można odpocząć. I tutaj wybieramy, idziemy w lewo (trasą serduszek – łatwiejsza) lub w prawo czarnym szlakiem aby dojść na Leskowiec. My  wybraliśmy szlak czarny, który nadal był troszkę wymagający (dosyć stromy), ale nie zabrakło z niego też pięknych widoków na okoliczne lasy które były zjawiskowe o tej porze roku. W pewnym momencie ścieżka łagodnieje, i poprzez bukowy las można złapać trochę tchu : )  I tak dochodzimy do miejsca gdzie po prawej stronie (około 15 minut) idziemy na szczyt Leskowca, a po lewej do schroniska (5 minut). 

      Na Leskowcu  rozprzestrzenia się piękna panorama. Jest też tabliczka ze szczytem, krzyż, mały szałasik do schronienia, tablica z panoramą i opisanymi szczytami, i w tym roku z okazji 100-lecia Niepodległości postawiono tam pamiątkową tablicę. Zachwyciliśmy się widokami, i zeszliśmy do schroniska : ) W środku bezwzględni zakaz wprowadzania psów, ale na zewnątrz znaleźliśmy jeszcze wolną ławeczkę do odpoczynku. Mieliśmy ze sobą swój własny prowiant, ale zapachy grilla sprawiły, że zakupiliśmy kiełbaski. Jedna kosztowała 10 zł, ale była tak duża, że spokojnie starczyła dla 2 osób : )  Do tego na deser ciasto drożdżowe i oscypek z żurawiną : ) Dla chętnych osób nad schroniskiem znajduje się również kaplica, ale rzecz jasna z psiurkami nie wejdziecie : )  I cóż, żeby nie wracać tą samą drogą zeszliśmy szlakiem białych serc, czyli tą łatwiejszą wersją, tym samym robiąc na trasie pętelkę, całość wyszła nam 7,62 km czyli w sam raz na taki mały spacerek z uwzględnieniem tylko tego pierwszego stromego podejścia 🙂

            

    W drodze powrotnej do domu zatrzymaliśmy się jeszcze w miejscowości Osiek, gdzie od kilku lat wybudowano tkz. Molo, kompleks hotel, restauracja, camping, lodowisko, basen, tenis ziemny, wypożyczalnia rowerów, wellness i spa. Zostawiliśmy samochód i spacerkiem obeszliśmy cały zalew, czyli troszkę ponad 2,5 km wyszło w endomondo : )