• Zawody

    18 Potworny Bieg Zimowy – Rybnik 10.02.2019

    Sezon zawodów rozpoczęliśmy w Rybniku, i choć długo się zastanawiałam czy zgłoszenie wysłać to jednak poszło 🙂 Obawiałam się o pogodę, w końcu to jeszcze luty 😀 Obawy były średnio uzasadnione bo aura była istnie wiosenna, aczkolwiek na trasie momentami hardcorowe warunki 😀

    Na miejsce dojechaliśmy bez korków, bez zgubienia się, i jeszcze zdążyliśmy zaparkować w normalnym miejscu 🙂 Odebrałam numerek, porozglądaliśmy się po okolicy i mieliśmy jeszcze sporo czasu bo 40 minut do startu 🙂 Było troszkę rozgrzania, troszkę spacerowania psy załatwiły wszystko co miały załatwić 😀 Więc chyba pierwszy raz mieliśmy tak dobrze zoorganizowany czas 😀

    O 10 ruszyliśmy wszyscy z biura zawodów pod miejsce startu. Wszystkich ludzi było sporo bo ponad 200, z psiakami garstka bo na 5 km było 19 osób. Najpierw wystartowali biegacze, a potem chwilkę za nimi ruszyła grupa z psami na 5 i 10 km.

    Ruszyliśmy spokojnie, bo jak to zwykle bywa na starcie jest zawsze zamęt 😀 Wolę więc poczekać do momentu, gdzie widzę że sytuacja staje się w miarę przejrzysta i dopiero wtedy można spokojnie puścić linkę do przodu 🙂 Jak widać na zdjęciu u góry, kawałeczek przed startem/metą był śnieg+lód, a to był dopiero początek góry lodowej 😀

    Było przyjemnie ciepło, w niektórych miejscach śnieg stopniał aż do mokrej trawy, ale w niektórych trzymał się pieroński lód. Tak śnieg też był po śniegu nawet dało się bieg, ale po lodzie co najwyżej można było jechać 😀 I tak cudownie nie zdążyłam ominąć lodu, jeszcze było lekko z górki, i już na początku – bo na 1 km – zaliczyłam spektakularną glebę 😀 Mam strzaskany łokieć, półdupek i kolano 😀 A nie wiem jak to się do końca stało bo pamiętam tylko tyle, że jechałam na plecach jak saneczki, a psy jeszcze ciągły do przodu 😀 taaa nowa dyscyplina olimpijska się szykuje 😀 Kudłacze nie od razu zorientowały się, że ciągną balast ze sobą i mieliśmy taki zjazd 😀 Jako tako się pozbierałam – ale nowe spodnie zostały dziurawe 🙁 – i pobiegliśmy dalej 😀

    Na wałach miałam kolejną wizje przy wymijaniu ludzi, że jak znów trafie na coś bardziej śliskiego, to zaraz wyląduje w wodzie obok, więc potem wolałam się trzymać jednak spokojnie prawej strony i w miarę to przeżyć 😀 Pieseczki bardzo ładnie dzisiaj ogarniały sprawę, i szukały dla nas miejsca do najlepszego wyminięcia – no czasem tylko podłoże pod nami znów było podejrzane 😀

    fot Marian – -Asia Fojcik
    fot Marian – -Asia Fojcik

    Widziałam, że jest pełno osób przed nami, ale miałam marne siły na wyprzedanie 😀 I chociaż na początku po wywaleniu nie czułam zbytnio nic, to po dobieganiu do mety czułam już wszystko 😀 łącznie z tym, że na bank pozdzierałam skórę bo piekło okropnie.

    Resztkami sił, przed metą wyprzedziłam jeszcze dziewczynę z samoyedem, i cudem znów się nie wyglebliśmy, bo włączyłam nasz ostatni turbo spin, po czym przypomniałam sobie, że zaraz znów wbiegniemy na śnieg z lodem 😀 Ale przeżyliśmy!

    No i cóż w klasyfikacji łącznej mieliśmy 11 miejsce, w kobietach 5 miejsce. I sprawdzając wyniki na internecie na spokoju w domu troszkę mi szkoda, że się wypierdzieliłam, a potem nie wykrzesałam wcześniej sił, bo ponad 35 sekund i moglibyśmy mieć 3 lokatę w kobietach 🙁 No ale życie 😀 Przynajmniej zrobiliśmy sobie najlepszy czas dla siebie w ciągu biegania, 25 minut na 5 km (jeszcze na takim podłożu :D) nam się nie zdarzyło <3 Więc jestem dumna, że moje płuca to przeżyły, nogi się nie ugięły (haha prawie:P), pieski ogarnęły super sprawę, Navi nadawał tempa na trasie, Acco ładnie nadążał za nim, i że też walczyły do końca 🙂

    Po dobiegnięciu jeszcze mieliśmy dylemat czy zostawać do końca czy nie, w rezultacie zwinęliśmy się do domu chyba 15 minut przed rozdaniem nagród po zobaczeniu wywieszki z wynikami 🙂 Ale zanim ją zobaczyliśmy, to zjadłam pyszny bigosik regeneracyjny, piesałsy schrupały skórkę z chleba i wylizały talerzyk 😀 zlałam wodą swoje pobojowiskowe rany, przyodziałam coś ciepłego, pieski rozebrałam z szelek, zmieniliśmy akcesoria na smycz+obroża i zrobiliśmy sobie jeszcze rundkę spaceru po okolicy i uwieczniliśmy siebie na zdjęciach z medalem 🙂 Znalazło się też w budynku kilka “cioć”, które rozpuszczały się na nad brązowymi pieskami, tak więc Akoś i Navi znów zyskali nowe ciocie do głaskania, a Navi dodatkowo do całowania jęzorem 😀

    Bardzo się cieszę, że wzięłam udział w tym biegu pomimo strat na sobie 😀 Ale przynajmniej potworny bieg miał odzwierciedlanie w nazwie i czynach 😀 No, ale! Mega się cieszę, że coraz więcej osób/organizatorów pozwala na wzięcie udziału z psiurami. Mega się cieszę, że większość ludzi pozytywnie już podczas zawodów patrzy na nas wyjmiają się nawzajem. Cieszę się, że pobiliśmy też swój czas 🙂 Rybnik zapamiętam (ale to oczywiście po tym malutkim odcinku czasu, i po małej strefie gdzie się poruszaliśmy) z tego że mają wielkie kominy 😀 Bardzo fajne miejsca do biegania/spacerowania/jeżdżenia na rowerze 🙂 Z pozytywnych organizatorów 🙂 Z czadowych pomysłów na ronda! (naprawdę mega:D!) A to co mi się nie podobało, że przez krótki czas gdzie spacerowaliśmy koło bloków, wszędzie widzieliśmy tabliczki zakaz psów 🙁 Współczuje tym, którzy tam mają mieszkanie i gdzieś z tym psem wyjść muszą 🙁

    Także do następnego! Tym razem z rakami na butach 😀